A jeśli Apple jest gorszy niż Microsoft ?

Moja historia użytkowania produktów Apple sięga szkoły średniej – czyli końca lat 90-tych. Nie będę się na ten temat rozpisywał. Muszę jednak pochylić się nad obserwacjami z ostatnich 4 lat. Nie żeby obśmiewać czy się żalić – ale żeby rzetelnie ocenić czym stało się Apple pod wodzą groteskowego księgowego – Tima Cooka.

Produkty Apple są dla mnie czymś na tyle bliskim, a jednocześnie tak długo mam z nimi do czynienia, że czuję się w pełni uprawniony do ich oceny i komentowania pewnych trendów. Nie wszystko musi nam się od razu podobać. Nie każda zmiana musi trafiać w mój gust. Nie jestem dla Apple nikim ważnym. Zawsze jednak podziwiałem skupienie na detalach i wyjątkową innowacyjność. Co z nich zostało?

MacBook Pro 2014 vs. 2018

MBP Mid-2014. Mój pierwszy Mac po dłuższej przerwie. Pisałem o nim kiedyś. Mam go do dziś i bardzo lubię na nim pracować. Jest jednocześnie jednym z ostatnich komputerów Apple jakie chcę mieć.

Jest trwały, ma porty USB i czytnik kart SD oraz wtyczkę mag-safe i pomimo swego wieku (ma grubo ponad 5 lat) – bateria trzyma się znakomicie – podobnie jak reszta komponentów – może z wyjątkiem touch-pada, który chyba w wyniku nieużywania się obraził nieco…

W 2017, dodatkowo stałem się użytkownikiem nowego MBP, a ponad rok później niemal najbogatszej wówczas wersji MBP z jeszcze lepsza matrycą o większym zakresie tonalnym.
Oba były nie tylko z ekranem dotykowym (light bar) ale też z Radeonem 550 i niemal najmocniejszym procesorem.

Czy mały wyświetlacz nad klawiaturą jest mi potrzebny? Nie – ale fajnie go mieć – bo miewa zaskakujące opcje. Oddałbym go jednak bez wachania za wtyczkę mag-safe, które zabrakło a w jej miejsce (rok wcześniej) pojawiły się porty USB-C i toporny zasilacz nie dający się zmieścić w gniazdku bo jest za ciężki, za duży i w ogóle za…

Za to nowszy MBP okazał się oczywiście szybszy.
Coż z tego, skoro nie radzi sobie z odprowadzaniem ciepła.
Na domiar złego ma też wadliwą klawiaturę, którą szczęśliwie mi wymieniono, wraz z 90% komponentów kiedy komputer tak się zaczął przegrzewać , że parzył w palce a klawiatura od ciepła się zacinała…

Na szczęście mogłem skorzystać z programu naprawczego (który przysługuje do 2 lat od końca gwarancji). Komputer za 13k pln działa już znacznie lepiej – choć głupi., ciężki zasilacz nadal mnie irytuje, a z obudowy ciągle zwisa mi pęczek przejściówek z USB-C….

iPhone 6, 7, 8 i … 11

Ja wiem, że w sieci jest pełno podobnych rozkminek na ten temat dlatego ograniczę się do paru(nastu) zdań.

iPhone 6S to jest na prawdę rewelacyjny telefon. W dniu jego premiery nie zdawałem sobie z tego sprawy – więc kiedy po ponad roku od premiery zacząłem go używać, byłem mile zaskoczony – chociaż równolegle miałem też LG G4 , który pod każdym względem (prócz systemu operacyjnego) był od iPhone-a lepszy.

Nie zmienia to faktu, że po 2 latach użytkowania , kolejne 2 lata używała go moja żona – i telefon w idealnym stanie trafił w ręce mojego syna , który intensywnie go katuje – a telefon ani myśli się poddać. Twarde, solidne i innowacyjne urządzenie z detektorem siły nacisku ekranu, czujnikiem odcisków palca i dobrym ekranem. Na baterię też nie mam co narzekać. Telefon wzbudził mój szacunek. Jest stabilny i żywotny.

Kiedy przesiadłem się na iPhone-a 8 byłem zdumiony, że w sumie telefon jest jedynie szybszy i ma nieco lepszy aparat. A… no i ładuje się indukcyjnie oraz nie ma już mechanicznego przycisku “home”. Nie był to szokujący skok technologiczny – a przecież pominąłem siódmą generację…

Do tego szklane plecy – absurd w czystej postaci. Za to jak pięknie wygląda! (zwłaszcza kiedy schowa się go w pancernym bumperze…)

IP8 trafił po kolejnych 2 latach, w ramach planowej sukcesji – w ręce żony – znów w idealnym stanie, budząc zadowolenie – bo faktycznie spisywał się bardzo dobrze. Ja tym czasem przesiadłem się o 3 generacje dalej. (praktycznie 2 ale mniejsza…)

iPhone 11 jest najgłupszym produktem Apple od czasu Newtona, którego wymyślili nawiedzeni marketingowcy.

Nie ma przycisku home, ekran nie reaguje już na nacisk i nie ma czytnika lini papilarnych. Jest ciężki, nieporęczny i funkcjonalnie wart tyle ile sam Tim Cook. Czyli dość niewiele.

Bateria jest ok, ekran jest większy , ale na litość boską – jest wielkości LG G8S, ma o jeden aparat mniej i mniejszą baterię, a waży o dobre 30% więcej… (oba są całe oblane szkłem i mają korpusy z aluminium).

Żona uroczyście oznajmiła, że tego telefonu już nie będzie chciała za 2 lata… 😐 I świetnie ją rozumiem. iPhone 11 to z punktu widzenia użyteczności, to koszmarny knot. Nie pomoże mu ani dobry system operacyjny ani kamera czytająca twarze ani żaden inny , głupi wynalazek, który wyparł dobre, użyteczne funkcje. Podobnie jak iPad Pro – iPhone został zdegradowany przez odebranie mu opcji skanowania odcisków palca, który dla mnie w niezliczonych sytuacjach był zbawienny. Zwłaszcza od czasu kiedy na twarzach nosimy maseczki i do płacenia telefonem za każdym razem trzeba teraz wklikać kod telefonu…

OSX 10.15 – Catalina

Zmiany w OSX nie są rewolucyjne ale przyznaję , że coraz więcej mądrych i użytecznych funkcji pojawia się w systemie Apple. (jak choćby tryb “hands-on” który umożliwia kontynuowanie sesji przeglądarki z telefonu czy tabletu na komputer i w drugą stronę…
Po dziwnych “usprawnieniach” związanych z trybem wielu okien itp – Catalina przyniosła coś na co długo czekałem – możliwość użycia iPada jako monitora – bez dodatkowego oprogramowania i bez kabli. Cudnie działa i nie koliduje z żadnymi skrótami klawiszowymi , jak opisywany przeze mnie niegdyś Duet Display.

To jest kaliber innowacyjności na jaki liczę, wydając 3.5k za tablet i kolejne 4x tyle za komputer. I tu – Apple należy się niewątpliwy poklepus. Paradoksalnie nie wiele więcej z użytecznych rzeczy pojawiło się w tej wersji systemu. Z instalacją 10.17 Big Sur czekam cierpliwie aż ucichną informacje o problemach z aplikacjami Adobe, od których siłą rzeczy jestem uzależniony…

iPad Pro 2017 vs. 2018

Dwa bardzo mocne tablety. 9.7″ i 11″ iPad Pro to rewelacyjne urządzenie.
Nie uważam aby warte były swojej ceny ale przyznaję, że w parze z Apple Pencil to niezrównane, wydajne narzędzie pracy, które uwielbiam. Tym bardziej, że tablet z iOS to zupełnie inna klasa urządzenia w porównaniu z tabletami androidalnymi.

A właśnie… Apple Pencil.
Z jakiegoś powodu iPad 7 generacji może korzystać tylko z ołówka 1 generacji, mimo, że od ponad roku był już na rynku generacja 2… Dlaczego? I dlaczego wcześniejsze modele nie mogą dostąpić tego zaszczytu wcale – to już tajemnica Tima Cooka i jego zespołu księgowego. Technologicznie… Nie wiem co miałoby je ograniczać. Mój leciwy iPad4 działa z rysikiem Adonit zupełnie nieźle – więc to chyba nie kwestia wydajności? (swoją drogą… Adonit z iPadem Pro już nie działa wcale – mimo, że jest przez Bluetooth)

Czym się różni Apple Pencil 1 i 2 ?
Wyglądem stopniem złożoności konstrukcji i tym, że generacja 1 ładuje się z użyciem idiotycznego złącza lightning, przez co tablet wyglada podczas tej operacji jak wielki lizak albo tabliczka “dobij mnie” . Gen. 2 to zupełnie inna bajka. I zupełnie inna cena. Prosty, plastikowy pisak kosztuje 630 pln. Jest świetny ale na litość Boga – cena jest absurdalna w stosunku do tego co otrzymujemy. Na dodatek nie ma gwarancji, że za chwilę nie pokaże się kolejna generacja, i wszystkie kolejne iPady już nie będą gadać z poprzednimi dwoma generacjami jabłczanego ołówka…

Osobnym wątkiem jest też machlowanie rozmiarami.
Jaki sjest powód, że iPad Pro co roku ma inny rozmiar?
Czyżby fakt, że inni producenci produkują tańsze i lepsze etui z klawiaturą?

Applowska klawiaturka w 2017 roku byłą czymś tak absurdalnie niedopracowanym, że nie mogę w to uwierzyć… Za ponad 550 pln otrzymywaliśmy magnetycznie przylepianą klawiaturkę, która chroniła jednocześnie ekran. PLecki tabletu wartego 3.5k niestety zostawały gołe…

W 2018 roku inżynierowie z Kalafiorni już najwyraźniej przemyśleli sprawę. Etui owija skrzętnie cały tablet chroniąc go z obu stron. Niestety jest już o stówę droższe. Żadnych innych zmian w nimi nie przewidziano.

Procesor M1 i nowe MacBooki

Nie wierzyłem, że im się uda a jednak.
Stworzyli swój własny procesor. I działa.

A do tego jest ponoć niezwykle wydajny a przy tym nie żre tyle prądu. Super.

Mniej super jest to, że kosztem tej rewolucji, Apple kanibalizuje starsze generacje Maków.

Kto używał Maca w czasach PowerPC , wie dobrze czym są aplikacje natywne i jak działa system kiedy połowa jest emulowana na potrzeby nowej architektury procesora, który stopniowo się zadomawia.

Dziś wszyscy się grzeją na super szybkie Maki z procesorem M1 – jutro będziemy się wściekać, że nasze starsze – choć jeszcze nie stare – Maki z intelem i7, ledwie zipią – bo tam gdzie Apple podnosi sztandary postępu i bije w bęben nowej architektury, tam też bez krępacji opuszcza sztandary przemijających technologii.

Ten kto liczył, że sprzeda intelowego MacBooka w dobrej cenie, może się teraz srogo rozczarować.

Mam nadzieję, że obsługa nowych procesorów w OSX jest na tyle zręcznie rozwiązana, że w kolejnych wersjach systemu, połowa pary nie pójdzie w gwizdek, zmuszając intelowe maszyny do jakiś protetycznych emulacji zapewniających zgodność starszego sprzętu z nowszym oprogramowaniem. Coś mi jednak mówi, że Apple – w typowy dla siebie sposób “zachęci nas” do odświeżenia sprzętu.

Konkluzja na koniec

Złośliwy powie – “Tak jęczysz, tak marudzisz – a wypychasz Applowi kieszenie pieniędzmi i dalej będziesz to robić” – i nie mogę tu kategorycznie zaprzeczyć. Pewnie jeszcze przez jakiś czas tak będzie. Chociaż mam coraz mniej powodów aby to robić.

Nadal bardzo cenię ekosystem iOS/OSX bo pracuje się w nim doskonale.
Ale coraz trudniej mi się pogodzić z tym jak Apple szybko rezygnuje z dobrych pomysłów na rzecz głupich eksperymentów.

Moja sytuacja w kontekście wyborów sprzętowych jest podobna do sytuacji politycznej w Polsce.
Nie lubię Apple za to czym się stało – ale widząc Windowsa 10, wolałbym porzucić w ogóle pracę na komputerze niż wracać do pracy na tym systemie, który jest obleśny wizualnie i wrogi użytkownikowi. Dlatego postąpię tak jak nielubiana większość naszych rodaków, głosujących na stabilne bagno – zostanę z nielubianym Applem, bo Microsoft nie jest alternatywą tylko wyrokiem…

A skąd ten tytuł…?
Apple zawsze stawiało na zysk – nawet pod woalem innowacyjności, od ostatnich 10 lat musiały kryć się taczki złota pchane do Cookowego skarbca. Dziś widać to lepiej niż kiedykolwiek. O wizjonerstwie Steve’a wielu już nie pamięta…

W czasie kiedy Microsoft po latach żenujących eksperymentów z platformami aplikacyjnymi, topi absurdalne sumy w usługach cloudowych, w produkcji gier i platform rozrywkowych , Apple nadal skupia się na pomnażaniu dutków, zapominając o realnym rozwoju i użytkownikach.

Próbują z iPada Pro uczynić stację roboczą, którą nie jest – podnosząc do granic absurdu ceny urządzeń. Mają niedobór prawdziwych wizjonerów i usilnie rozcieńczają dawne , dobre pomysły do granic możliwości. Nie rozwijają oferty w sposób, który przyciągnął by nowych klientów nie liczących się z pieniędzmi.

Tak jak Microsoft miewał długie lata bez znaczących dokonań, tak i Apple jest w innowacyjnej czarnej dziurze. Liczę, że procesor M1 to zmieni – ale mam poważne obawy , że koszt tej rewolucji spadnie na stałych klientów tej firmy.

Czy kupię nowego MacBooka? Zważywszy że często nie muszę płacić własnymi pieniędzmi za produkty Apple – pewnie tak się stanie.
Czy kupię go prywatnie? Z pewnością nie – dopóki nie będę miał pewności, że ich nowa architektura sprzętowa jest faktycznie gotowa, wydajna i stabilna.

Ciekaw jestem ilu z was się zdecyduje..? 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.