SEO

Zasady zabaw SEO zmieniają się za każdym razem, kiedy tylko Google i inni, mniej możni świata wyszukiwarek, stwierdzą, że robi się zbyt łatwo i grono cwaniaków nauczyło się obchodzić zawiłości algorytmów rankujących strony www.

Google przechodzi samo siebie w zmianie frontu i podejścia do ewaluacji treści i renomy serwisów www.
Rezygnacja z filozofii “page rank” była chyba  najbardziej przełomowym posunięciem. Pomogło to na jakiś czas wyrównać szanse w wojnie o wyszukiwalność i zdegradowało wielu kombinatorów – nie zawsze słusznie…

Wykluczenie z indeksowania określonych serwisów, też zmieniło rozkład sił dość radykalnie – wytrącając z rąk cenne narzędzie “pozycjonerów” i zmniejszając zainteresowanie aukcjami internetowymi, mającymi wesprzeć bój o pozycję w rankingu.

Wiele rzeczy się zmieniło – jedno jednak pozostaje bez zmian: Trzeba oddać pokłon Góglowi i liczyć się z jego kaprysami.

Pocieszające jest to, że dobra treść zostaje nagrodzona, a zła – skazuje na niebyt – prędzej czy później.
Tak przynajmniej się to przedstawia w licznych informacjach dotyczących punktowania treści w wyszukiwarkach.

Trzymamy rękę na pulsie

Z uwagi na interes klientów oraz swój własny, oczywiście śledzimy bierzące trendy i rozpoznajemy rynek SEO – również wśród konkurencji.

Różnica polega na tym, że nie boimy sie dzielić wiedzą.
W naszym rozumieniu, jeśli każdy będzie postępował zgodnie ze sztuką i zasadami – zyska klient – czyli ten kto szuka właściwej informacji.

Odpowiedź na proste pytanie – Czy zależy nam na dużym, ale biernym ruchu na stronach – czy raczej na mniejszej frekwencji – ale za to przynoszącej realny zysk, jest dla mnie oczywista…

Samo założenie, że statystycznie co najmniej 1 na 100 odwiedzających zostanie naszym klientem, jest błędne.
Możemy się zderzyć z rzeczywistością, w której żaden z 10 000 odwiedzających nawet nie napisze do nas maila z zapytaniem o cokolwiek, jeśli zwyczajnie nasza strona nie będzie tym czego szukał. Stąd agresywne, ślepe  pozycjonowanie to starta czasu i tworzenie szumu informacyjnego.

Innymi słowy:

Współczynnik odrzuceń to wymiar naszej porażki

Oczywiście nie w skali globalnej, ale ukazuje on skalę problemu związanego z klientami, którzy do nas docierają, ale nie znajdują tego o co pierwotnie im chodziło.

To, czy winna jest konstrukcja strony, czy czas ładowania , czy może źle zoptymalizowana treść – to przedmiot do szczegółowych analiz. Nie zmienia to jednak faktu, że ta wartość wyznacza nam cel: ustalenie ile ludzi musimy przekonać do pozostania na stronie – a jaka część z nich w ogóle nie powinna trafić do nas.

Google Analytics to nasz przyjaciel. Nikt nie pokaże nam tego lepiej.

No, może pócz wyrastających spod ziemi specjalistów, obdzwaniających firmy z ofertami pośrednictwa w kamapaniach AdWords itp.

To dobra nisza – ale jaka część tych ludzi faktycznie posiada użyteczną wiedzę w tym obszarze ?

Zwieramy szyki, zbieramy źródła

Nie jest to zbyt popularna postawa, ale będziemy się tu dzielić naszymi doświadczeniami oraz tym co ciekawego wygrzebiemy w sieci.

Sądzę, że gdyby ludzie stawiali spobie poprawne cele przy tworzeniu stron www i planowaniu strategii marketingowych, nie musielibyśmy ogladać tylu bzdurncyh wyników wyszukiwania.

W zakresie optymalizacji wyszukiwania, jest jescze duza przestrzeń dla postęu i udoskonaleń.

Ja, osobiście ten proces widzę nie jako walkę o odwiedziny na stronie – ale wysiłek mający wskazać drogę do naszych serwisów www ludziom, którzy faktycznie znajdą w nich to czego szukają.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *