DSC RX-100: Dobry aparat to ten, który masz przy sobie

Każdy miłośnik fotografii, po zakupie nowej zabawki nosi ją przy sobie w każdej możliwej sytuacji od wizyty w WC począwszy aż po plenerowe wyprawy, choćby i z rodziną. Nie można przecież pozwolić aby nam umknęła inwazja ufo czy katastrofa lotnicza w centrum miasta.

I nie ważne, że w razie zaistnienia wyjątkowych okoliczności do zrobienia wyjątkowego zdjęcia, tysiące ludzi w koło ustrzeli podobne ujęcie wszak każdy ma teraz w kieszeni smartfona z czymś na kształt aparatu fotograficznego. Takie czasy.

Jednak mając RX-100 i tak warto próbować…

Kwestia detali…

To co dla jednych jest marnym obrazkiem pozbawionym walorów, dla innych jest spełnieniem wszelkich potrzeb w kwestii rejestrowania obrazu. Masa ludzi zygnuje z zakupu prostego aparatu kompaktowego nie widząc jego wyższości nad posiadanym telefonem. I nie dziwi mnie to wcale. Ten tekst nie jest adresowany do nich…

Rozumiem też tych , któży z fotogragowania iPhonem uczynili sztukę.
Nie akceptuję jednak jakości takich zdjęć w zastosowaniach innych niż blog czy facebook…

Mam zboczenie na punkcie detali i jakość obrazu nigdy nie jest dla mnie dość dobra co czyni moje życie koszmarnym.
Coraz rzadziej używam zoomów i jedynym obiektywem na jaki mnie stać i zadowala mnie jakością jest Nikkor 35/1.8. Dziwne? Pewnie tak…
Dlatego tak trudno było mi uwierzyć, że znajdę kompakt, który godnie wypełni rolę aparatu, kiedy nie po drodze mi z ciężkim plecakiem czy nieporęczną lustrzanką.

Żadna nowość

DSC RX100 jest na rynku od ponad roku.
Mimo to jego cena nie spadła co nakazywała by logika, zwłaszcza teraz, kiedy pojawiła się w sklepach jego “tłusta wersja” czyli Mk2, która wbrew obowiązującym zasadom, nie zastąpiła starszego modelu lecz stworzyła stopień pośredni w drodze do RX-1.

Polityką Sony nie jest wszak uszczęśliwianie konsumentów produktami z górnej półki za obniżoną cenę…

Nagradzany i chwalony

Nagroda EISA, zwycięzca testów w prasie branżowych, bezkonkurencyjny kompakt deklasujący rywali… Każdy go wychwalał, dlatego ja będę inny. Napiszę co z nim jest nie tak a o czym nie przeczytałem w innych testach.
A wszytsko to w oparciu o pierwszy tydzień testów praktycznych w terenie.
Nikt nie zarzuci mi chyba tendencyjności. Nie jestem ani przeciwnikiem aparatów
Sony, ani kompaktów ani nawet robienia zdjęć bez wysiłku intelektualnego. Ot, skupiam się na praktycznych aspektach użytkowania tego aparatu.
Powielać zdanie innych ludzi – marna sztuka. Ja postaram się być unikalny.

Mała, estetyczna obudowa

Brak gumowego gripa to podstawiwy zarzut pod adresem korpusu rx100.
Aparat jest mały, bardzo poręczny i bardz ładnie wykonany z dbałością o szczegóły. Pasowanie elementów jest wzorowe, ale anodyzowane aluminium, nie cieszy się przesadną przyczepnością kiedy bierzemy aparat w dłoń.

Osobiście mam dość spore dłonie, dzięki czemu oplata palcami cały aparat. Jednak osoby o małych dłoniach na pewno zauważą, że aparat mógłby leżeć lepiej w ręce.
Na częście jest lekki i dobrze wyważony.
Nie sprawia wrażenia plastikowej zabawki jak inne kompakty. Jest zresztą reprezentantem grupy, w której tworzywa sztuczne i tndetne przyciski nie przystoją.
Korpus jest prosty ale bardzo starannie zaprojektowany i mnie osobiście się podoba, jednak zupię doklejany grip dla polepszenia trzymania.

body rx-100Przyciski są z frezowanego aluminium co świetnie wygląda i daje dobre odczucie kiedy są faktycznie wcisnięte.  Podobnie pokrętło trybu pracy aparatu, manipulator zoom-u oraz przedni pierścień sterujący – które dodatkowo ponacinane są dla polepszenia przyczepności palców.

Spust jest bardzo czuły.
Jedynie manipulator zoom – choć typowy, solidny i dośc poręczny – nie jest moim ulubionym elementem tego aparatu.

Ilość przycisków nie powala, ale też pamiętać trzeba że aparat jest niewielki.
Możliwość zmian przeznaczenia 3 manipulatorów, jak dla mnie jest optymalna i mimo początkowych problemów, nauczyłem się żyć z ograniczeniami w sterowaniu. Menu na szczęście można zmusić do zapamiętywania ostatniej lokalizacji i nastawu, a do tego są 3 zestawy wszytkich ustawień, które możemy przywołać przez pokrętło trybu pracy aparatu.
Zmyślny “jog” będący też kursorem jest intuicyjny. Pracuje precyzyjnie i pewnie.

Ekran white magic o rozdzielczości 1.2 mp prezentuje się dość dobrze. Jego kolorystyka jest w miarę wierna, choć nie powala czytelnością w słońcu. Nawet z okularami polaryzacyjnymi obraz jest trochę mało widoczny.
Nie jest tak dramatycznie jak w widywanych przeze mnie kompaktach ale spodziewałem sę po technologii white magic czegoś więcej.

Aparat posiada wbudowany akcelerometr, dzięki czemu wykrywa obrót (żadna rewelacja) ale też pozwala na automatyczne chowanie obiektywu przy wykryciu bezwładności typowej dla upadku na ziemię… Całkiem nie głupie rozwiązanie.

Oceniając body, na tle konkurentów takich jak Lumix L7 czy nikon 7700, brakuje odchylanego ekranu, ale jakość wykonania i małe rozmiary czynią go faworytem, czego przed zakupem nie dostrzegałem.
Do wyglądu i staranności wykonania trudno jest się przyczepić.

Legendarny Zeiss 1.8

makro, pod słońceOwszem, logo na obudowie robi wrażenie. Dla niektórych. Ja i tak to pewnie zdjemę jak inne oznakowania na obudowie.

Zoom jest bardzo skromny. Odpowiednik 28-100 mm w praktyce wydaje się znacznie mniej elastyczny jak posiadany przeze mnie 18-105 nikkora. Oczywiście to subiektywne uczucie ale max. ogniskowa zmusza nas do trzymania się blisko celu, o ile nie fotografujemy pejzaży – a szeroki kąt nie jest dość obszerny do fotografowania wielkiej architektury czy ciasnych wnętrz.
Trzeba jednak uczciwie przyznać że poprawność optyczna budzi szacunek. Szeroki kąt nie zdradza widocznych zniekształceń poduszkowych.

Co ciekawe, znalazłem w sieci porównanie rozdzielczości optycznej tego obiektywu, i szczerze mówiąc nie było ono imponujące.
Z drugiej strony – według tego porównania – jakość obiektywu jest zbliżona do kitowego Canona 18-55, co osobiście uważam za przesadę. Zeiss, mimo swych wad, aż tak dziadowaty nie jest.

Odległość ostrzenia przy najmniejszej ogniskowej to 5cm. Dosć by zrobic ciekawe zdjęcie makro – a ilość detali i głebia ostrości jest godna aparatu lepszej klasy, chociaż do profesjonalnego makro jest tu daleko…

macro crop 1:1Soczewki obiektywu są powlekane powłokami antyrefleksyjnymi co ma polepszać kontrast i zmniejszać aberrację chromatyczną.
Szczerze, boję się pomyśleć co by było bez nich…
Obiektyw pod światło i przy silnym kontraście w scenie, aberruje koszmarnie jak na aparat tej klasy. Oczywiście widywałem gorsze przypadki ale trudno się w tej materii zachwycać. W porównaniu z lepszymi kompaktami Nikona, Sony przegrywa niedostatkiem procesora Bionz, który w przeciwieństwie do konkurenta nie redukuje aberracji. Nikon robi to bardzo skutecznie.
Konkretniej – aberracja jest usuwana – jednak pozostaje jasny “glow”, efekt żarzenia krawędzi. Niezbyt mi się to podoba… To chyba najwyraźniejsza wada aparatu.

Napęd obiektywu działa niemal bezgłośnie a dzięki możliwości użycia zewnętrznego pierścienia sterującego, zamiast małego, mniej wygodnego manipulatora przy spuście migawki – operowanie zoomem staje się całkiem wygodne.

Należy jednak pamiętać, że jest to sterowanie elektroniczne, co nie daje takiego komfortu pracy jak pierścień w obiektywach tradycyjnych. Brak idealnej płynności w tym trybie sterowania, widoczny jest szczególnie przy filmowaniu.
Model Mk2, ma tu przewagę z uwagi na wprowadzenie dwustopniowej prędkości pracy napędu obiekwu, zwiększającej elastyczność pracy i dającej lepsze efekty przy filmowaniu.

Jasność obiektywu, choć świetna na początku, przy końcu (odpowiednik 100 mm) spada do f4.9. To nadal dobry wynik, ale nie urywa głowy z wrażenia.
Cieszy natomiast dobrze działający steady-shot czyli stabilizacja optyczna obrazu. Przy użytecznej czułości iso rzędu 3200, możemy śmiało fotografować w półmroku, z migawką do 1/3 s. uzyskując całkiem dobrą ostrość obrazu. (o ile nie trapi was chorobliwe drżenie rąk)

Nie mam przesadnie dużej skali porównania w zakresie aparatów kompaktowych, jednak najistotniejszą wadą obiektywu RX100, w odniesieniu na przykład do dużo tańszego i starszego aparatu DSC W120 wydaje się być wyraźna aberracja – oraz efekt flary na źródłach światła przy dużym otworze przysłony.

Legendarna matryca Exmor CMOS 1″

To miał być największy atut tego aparatu.
I niestety…jest.
Trudno się przyczepić. Światłoczułość bije na głowę posiadanego przeze mnie Nikona D90 lekko licząc o 2EV.
Szum w ISO 3200 jest zupełnie akceptowalny a kolorystyka i ostrość bije na głowę konkurencję.

Jeśli szum w natywnej czułości jest dla nas za duży, możemy uzyć trybu wieloklatkowej redukcji szumów.
Aparat jest w stanie ustrzelić do 10 ujęć w ciągu sekundy co wykorzystywane jest w tym własnie trybie. Aparat robi kilka zdjęć a następnie wykonuje kompozyt, co w efekcie daje całkiem gładki obraz o dobrej ostrości i rozsądnej kolorystyce.
Jeśli jednak coś w naszym kadrze jest w ruchu, ten tryb się nie sprawdzi z uwagi na “duchy” powstałe przy przemieszczaniu się elementów sceny.

dworzec nocąStopniowanie czułości jest dość wąskie, przez podwajanie każdej kolejnej wartości. Niby wystarczy ale mnie trochę brakuje ISO 1200, które w nikonie daje dużo lepszy rezultat niż 1600.
Co ciekawe, w trybie Auto-ISO, czułosc stopniowana jest dużo precyzyjniej, co udostępnia czułosci typu ISO 2000, 2200 itp…

Ważne jest też, że ustawianie ostrości znakomicie działa nawet w warunkah słabego oświetlenia. Jak dotąd nie byłem zmuszany do używania trybu ręcznej korekty focusa.

Kolorystyka zdjęć jest raczej pasywna. Nie ma znanej ze starszych alf, czerwonej dominanty, kolor skóry reprodukowany jest bardzo naturalnie i ogólne wysycenie barw jest dobre, również przy wyższym ISO.

Detale w cieniach są czytelne, ale w jasnych tonach, aparat ma tendencję do przepalania, choć często jest to widoczne tyko na wbudowanym ekranie. Warto korzystać z histogramu, aby nie wpadać w panikę.

Trudne warunki oświetleniowe

Swiatła i cienieTrudne warunki to nie tylko ciemność.
To również sceny o dużym kontraście lub dużej rozpiętości tonalnej, gdzie automatyka aparatu szaleje i wiele aparatów reprodukuje zdjęcia niedoświetlone , ubiąc szczegóły w cienaich, lub prześwietla scenę, próbując odwzorować szczegóły ciemnych partii kadru.

Sądziłem, że aparat, który świetnie radzi sobie w półmroku, w takich właśnie, podchwytliwych sytuacjach spisze się godnie.

Otóż nie do końca.
Ani w trybie DRO ani korzystając z trybu HDR, nie udało mi się uchwycić subtelnych, wysyconych zieleni pod koronami drzew. Po części jest to wina ogólnej tendencji tego aparatu, do zawyżania niebieskiej składowej (B) co automatycznie zmniejsza nasycenie koloru żółtego, Wielka szkoda.

Tendencje do przepalania jasnych tonów też nie pomagają…
Jedyną pociechą jest przyzwoita ilośc detali w cieniach, oraz dobra ostrość w ciemnych partiach obrazu.
Partie jasne jednak, cierpią z powodu częściowo skorygowanej aberracji – czyli żarzenia się jasnych elementów obrazu.

Czy jest bardzo źle?
Nie. Ale po 500 zdjęciach wykonanych tym aparatem, stwierdzam że jest to duża jego wada.
O ile braki nasycenia można skorygowac samodzielnie, o tyle zbyt mała rozpiętość tonalna, daje się uratować tylko przy używaniu trybu RAW. Miło że jest takowy…

Może przesadzam, ale w końcu ten model, sygnowany jest na stronie producenta jako kompakt profesjonalny… Aby zdjęcia zwalały z nóg – trzeba się nad nimi trochę napracować z komputerem…

Z drugiej strony – w warunkach mieszanego oświetlenia – np: żarowego i światła dziennego, RX-100 radzi sobie lepiej niż mój poczciwy Nikon D90… Równowaga i wierność kolorystyczna jest dużo lepsza a percepcyjny odbiór zdjęć nie pozostawia złudzeń – zdjęcia z kompaktu wyglądają lepiej…

Ficzery – czyli dodatki i wodotryski

Aparat, wzorem innych CyberShot-ów ma całkiem sporo ciekawych funkcji, z których część jest już standardem – jednak nieco obcym dla użytkownika lustrzanek.

Wykrywanie uśmiechów, wygładzanie skóry, automatyczne kadrowanie , zaawansowane efekty kolorystyczne to już norma.

Mnie zaskoczyło rozpoznawanie twarzy zapisanych w pamięci telefonu.
Kiedy to aparaty nauczyły się rozróżniać konkretnych ludzi? Czy ja coś przespałem ???
Ogólnie – ciekawa rzecz aby AF poszukiwał tylko tych twarzy które znamy – ale trochę to przerażające.

Rozpoznawanie typu sceny też mnie zaskoczyło – działa i to całkiem sprawnie.
Kilkadziesiąt predefiniowanych typów scenerii, i dopasowane do nich program tematyczne, które są naprawdę skuteczne.

Efekty – na załączonych ilustracjach.

Zachód - pół-manualnieProgram tematyczny - sunset

Tryb “zachodu słońca” wykorzystauje bardzo dobry balans bieli – jak widać lepszy od automatycznego nastawu. Czas ekspozycji również jest wierniejszy rzeczywistości, niż to co uzyskujemy na przykład fotografując z priorytetem przysłony (A).

Coraz częściej pojawia się też w aparatach, pośród trybów pracy wyświetlacza – sztuczny horyzont.
Ciekawy pomysł, acz w RX100 precyzja działania tego wynalazku nie jest przesadna. Wynika to z precyzji wyświetlanego obrazu. Funkcja spełnia swa rolę, jednak lepsze efekty uzyskuje się z siatką prostokątną, która przy tym mniej ogranicza pole widzenia. Dobrze jednak, że trybów wyświetlania jest dużo i można je częściowo modyfikować.

Być może z czasem odkryję zastosowanie dla tej opcji – póki co jednak uważam ją za gadżet.

DMF – czyli ręczny fokus ze wspomaganiem

To świetna formuła sterowania ostrzeniem – AF + ręczna modyfikacja ostrzenia.
Tryb wspomagany jest wykrywaniem krawędzi na ekranie , wskazując aktualny punkt fokusowania.

Kolor krawędzi można ustawić samodzielnie, ostrzenie odbywa się za pomocą zewnętrznego pierścienia na obiektywnie – niby fajnie – a jednak zakres regulacji jest ograniczony do bliskiego planu w obrębie automatycznego nastawu.

Nie zawsze jest to kłopotliwe. Zależy to od konkretnej sceny. Na pewno to lepsze niż próba zapanowania nad punktem ostrzenia automatycznego, czego nadal nie opanowałem i przyznaję, bywa to frustrujące w przypadku wieloplanowych kadrów z dużą liczba elementów. Szczęśliwie jest też tryb całkowicie manualny, gdzie ostrzymy jak chcemy.

Ważnym i doskonałym rozwiązaniem jest ustawianie automatycznego śledzienia wskazanego elementu w kadrze. Uruchamiane środkowym przyciskiem “kursora” umożliwia wskazanie dowolnego elementu w kadrze. Aparat sam będzie śledził ostrość ustawioną na ten element – bez względu na to czy to my się ruszamy, czy obiekt się przemieszcza – czy tez zmieniamy kadrowanie. Bardzo przydatna funkcja, która sprawnie działa i dobrze uzupełnia pozostałe tryby pracy AF.

Szybki strzał z biodra

szybki strzałPróbowałem ustrzelić aparatem kadr, robiąc to w sposób nagły, bez przymierzania.
Wyniki są bardzo zróżnicowane – jednak autofokus działa bardzo sprawnie.
Cicha i bardzo szybka migawka także sprzyja ustrzeleniu “złotego momentu” nawet w tak przypadkowej konwencji. Warto zainwestować w najszybszą kartę, aby szybko rozładować bufor, pospiesznie zapychany przez – co tu kryć – dość szybką migawkę. (w kontekście zapisu zdjęć, bowiem minimalny czas naświetlania wynosi 1/2000 s. czyli bez szału)

Dla mnie, atutem tego aparatu jest głównie jego rozmiar – szybkie celowanie zwiększa przydatność w warunkach nagłych. Aparat zdaje egzamin, o ile nie musimy za dużo manipulować zoomem czy nastawami. Małe przyciski to w chwilach pośpiesznego celowania – koszmar.

Panoramy, HDR…

Panoramy, wykonywane są w trybie szerokim (ok. 160 stopni, ale w zredukowanej rozdzielczości) oraz standardowym, w pełnej rozdzielczości pionowej.

Panorama Gniezno - Rynek

Jakość scalania zdjęć oraz sposób w jaki aparat prowadzi nas przy wykonywaniu panoramy jest bez zarzutu. Różnice w oświetleniu są świetnie niwelowane. Jedyne co możne nam przeszkodzić to obiekty w ruchu, poruszające się na granicy poszczególnych kawałków panoramy. Owocuje to dziwnymi efektami – jak na przykładowym zdjęciu (przechodnie).
Niestety, panorama wykonywana jest tylko z części kadru – czyli wykorzystanie pełnej ogniskowej obiektywu nie wchodzi w grę – co mocno zawęża nam pole działania. Szkoda, bo w pomieszczeniach bardzo to ogranicza zastosowanie tej funkcji.

HDRHDR to coś szczególnie intrygującego w aparacie o tak dobrych parametrach światłoczułości.
Dostępne jest 7 trybów HDR – automatyczny, oraz 6 stopni, regulujących kompensację w EV pomiędzy jasnymi tonami a cieniami.

Muszę jednak uczciwie przyznać, że 6 EV różnicy nie wydaje się być tak spektakularne jak bym się spodziewał. Różnice często są trudne do wychwycenia.
Opcja działa, ale wyniki są bardzo zróżnicowane.
Zaletą jest prędkość z jaką wykonywane są kolejne ujęcia do utworzenia kompozytu. Sprawia to, że wyniki pasowania ujęć prawie zawsze są dobre.

Jeśli jednak mam być szczery – efekty działania korekcji DRO bywają lepsze niż kompozyty HDR. To zupełnie różne techniki – ale licząc na ujęcia o dużej rozpiętości tonalnej z zachowaniem dobrego kontrastu, w pierwszej kolejności wykorzystałbym DRO.

Filmowanie

To mocny punkt tego aparatu.
Jakość kodowania oraz płynność i pomiar ekspozycji, czynią ten aparat zupełnie dobrym narzędziem do rejestrowania video.
Na pewno nie jest zbyt poręczny w charakterze kamery z uwagi na małe gabaryty – ale standardowy otwór na stopkę statywu rozwiązuje ten problem.

Autofocus radzi sobie całkiem dobrze, choć kontrola nad nim jest trudna.
Mały zakres zoom-a nie sprzyja łatwemu obejmowaniu ruchomych obiektów ale ogólna łatwość operowania aparatem przy filmowaniu jest zadowalająca.

Wady widzę tu dwie: sterowanie zoomem, które mimo pierścienia zewnętrznego nie jest idealne , oraz format video AVCHD (dla pełnego HD) lub mp4 (dla 1440×720).

Pierwszy jest niezbyt poręczny np: do obróbki na OSX, a mp4 – prócz ograniczeń rozdzielczości – kojarzy się bardziej z YouTube niż produkcją video.
Tym niemniej, jestem mile zaskoczony osiągami przy filmowaniu i na pewno będę robił użytek z tej funkcji.

Autofocus, podczas filmowania – nawet przy słabym oświetleniu – zachowuje się bardzo sprawnie. Niestety, z uwagi na wielkość plików AVCHD, nie zamieszczę tu przykładu.

Oryginalny futerał Sony LCX-RJA

lcx-rja2Oryginalne, skórzane etui do tego aparatu, określa się w prasie jako zdecydowanie za drogie.

Ja kupiłem je bardzo korzystnie (100 pln) w zestawie z aparatem i muszę przyznać że bardzo mi się podoba. Oczywiście ogranicza nieco swobodę, ale jego wykonanie nie budzi zastrzeżeń i stanowi ono doskonałą ochrone dla aparatu – zarówno z przodu – jak i od strony wyświetlacza.

Skóra jest doskonałej jakości i jest przyjemna w dotyku.
Poszycie wewnętrzne zawiera dodatkowe poduszki na wyświetlacz oraz górny panel. Całość – w typowy sposób składa się z części stałej z mocowanie pasków i pokrętłem mocującym aparat (z otworem na stopkę statywu, dzięki czemu nie trzeba wyciągać aparatu z etui przy mocowaniu na statywie czy innych akcesoriach). Podoba mi się jednak zmyślność z jaką rozwiązano odpinanie etui – można odchylać część wierzchnią do do tyłu lub w przód  – jak nam wygodniej. Wszystko za sprawą dwóch zatrzasków zamiast jednego – jak zwykło się widywać w tego typu kaburach.
Można tez odchylić samą tylko tylna cześć – np: do przeglądania zdjęć, co sam aparat oczywiście umożliwia, bowiem można go włączyć przyciskiem przeglądania zdjęć, dzięki czemu nie wysunie się obiektyw, jak ma to miejsce przy typowym uruchomieniu aparatu.

sony-lcx-rjaEtui jest bardzo dobrze odszyte, a pasek jest wyściełany od wewnątrz miękkim materiałem. Trudno się przyczepić.

Ogólnie – choć wyciąganie aparatu z małej, kieszeniowej saszetki czy torby za pewnie jest łatwiejsze – skórzane, rozkładane  etui jest bardzo bezpieczne dla aparatu i dobrze się prezentuje. Nadaje mu też szyku klasycznego, co w moim odczuciu  jest zupełnie dobre, również z uwagi na przyciąganie uwagi potencjalnych “zaczepialskich”, którzy chyba jeszcze nie ogarnęli stylistycznych trendów w tym segmencie sprzętu fotograficznego.

Warto kupić?

Nie jest to cud, czyniący z nas Cartier-Bessonów czy Andy Newmanów.
Aparat wymaga obycia i wiedzy jak wykorzystać jego niewątpliwy potencjał.
Uważam go za doskonałą propozycję dla tych, którzy szukają małego, dobrego aparatu, oferującego dobrą jakość i rozdzielczość za umiarkowaną cenę.

Ludzie całkowicie zdający się na automatykę, mogą kupić śmiało tańszy aparat, bo RX-100 nie oferuje nic ponad to co inne zaawansowane kompakty – a co tłumaczyłoby dość wysoka cenę. (prócz jakości obrazu i zachowania w słabym świetle rzecz jasna)

Na pewno też jednak, RX-100 nie zawiedzie niedoświadczonego operatora – zatem jako aparat w rodzinie, gdzie są zapaleńcy od lustrzanek oraz kompletni amatorzy – będzie dobrym, bezkompromisowym kompanem w podróżach dla całej gromady.

Podróżując w tym roku, latem po krajach ościennych widziałem parę osób z RX-100. Najczęściej były to osoby z wyraźnym zacięciem fotograficznym – ale i wyraźnie starsze. (stabilniejsza sytuacja materialna? 🙂

Myślę, że dla szukających aparatu “do wszystkiego” bardziej polecił bym HX50 z potężnym, 30x zoomem i mniejszą, choć również 20 mpix matrycą – za to ceną niższą o 800 pln… Ten model i jego starsza wersja – HX-30, są bardzo popularne i niesamowicie wszechstronne – choć nie oferują tak dobrych parametrów obrazu jak opisywany RX-100.

Ja jestem zadowolony z zakupu, choć jeszcze nie do końca ujarzmiłem ten aparat. Nadal czuję lekką barierę w niektórych sytuacjach – głównie z powodu przyzwyczajeń rodem z aparatów SLR.
Jakość zdjęć spełnia oczekiwania – ale łatwość obsługi wymaga treningu i zmiany przyzwyczajeń. Nie jest też łatwo przyzwyczaić się do aparatu bez wizjera optycznego… Nadal przyłapuje się na przykładaniu RX-100 do twarzy, aby wycelować… Śmieszne.

Nie ulega jednak wątpliwości, że mimo iż nie jest to aparat idealny – zasłużył na laury i pochwały. Nie wiem czy za tą cenę (2.300 pln) – ale na pewno świetnie jest go mieć. 🙂

Ci, którzy myślą o zakupie lustrzanki za ok. 2000 pln, aby dodać sobie powagi czy w nadziei na samoistnie robiące się dobre zdjęcia, też powinni pochylić się nad RX-100. Kitowy obiektyw i przeciętna matryca taniej lustrzanki, z pewnością polegnie w konfrontacji z RX-100 – mimo wskazanych wad. Ich świadomość na pewno pomoże uczynić z tego aparatu użyteczne narzędzie.

Chętnie poczytam wasze opinie i komentarze.
Wiem, że większość ludzi, uważa zakup kompaktu za takie pieniądze za dziwactwo czy snobizm – ale wierzcie mi – to urządzenie ma potencjał i ja coraz lepiej uczę się z niego korzystać.

Galeria zdjęć, zrobionych w pierwszych kilkunastu dniach posiadania aparatu:

Previous Image
Next Image

info heading

info content

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *