Cała prawda o QNAP TS-221

Po długim wczytywaniu się w przeróżne fora, posty na blogach oraz marketingową papkę, zdecydowałem się dość spontanicznie na zakup macierzy NAS oferującej dodatkowe funkcje serwera. Wbrew pierwotnym planom, wybór padł na produkt QNAP a nie Synology. Dlaczego? Czy to była dobra decyzja? Przeczytajcie ten krótki art.

Jeśli nie interesuja cię grafomoańskie wywody i opinie, możesz od razu przejść do konkretów: Za co lubię Qnap-a? | Co z nim nie tak?

Oczekiwania – rzecz indywidualna – czyli Po co mi NAS?!

Mimo doświadczenia z serwerami linux/unix, nie miałem najmniejszej ochoty na stawianie kolejnego komputera w moim mieszkaniu. Mam ich pod dostatkiem i moim obecnym celem jest zmniejszenie ich liczby – do czego NAS wydaje się być dobrym krokiem.
Mimo to, z racji swojej pracy oraz ciągłego zapotrzebowania na dostęp do projektów oraz danych wszelkiego typu – nie mogąc się jednocześnie pomieścić ani na Google Disk ani tym bardziej na Drop Boxie, zdecydowanie potrzebowałem czegoś na kształt prywatnej chmury.

Stawianie pudła z linuxem, i nafaszerowanie go dyskami to nie kłopot. Kłopotem jest jednak hałas, zużycie energii, względy estetyczne oraz zasoby potrzebne na zarządzanie takim rozwiązaniem (czyt. “ciągłe grzebanie” – jak nie z realnej potrzeby to z przekonania , że cos można zrobić lepiej)

Moim największym problemmem jest rosnąca w gigabajtowym tępie biblioteka zdjęć oraz coraz potężniejszych gabarytów projekty graficzne rozrzucone na 4 komputerach i kilku przenośnych dyskach. Nie ulega zatem wątpliwości, że potrzeba mi czegoś szybkiego, nie absorbującego i w miarę taniego w rozbudowie a przy tym dostępnego zewsząd.

Estetyka i audiofilia: Synology kontra QNAP.

Wygląd interfejsu nigdy nie był mi obojętny choć nie był czynnikiem decydującym. Muszę jednak uczciwie przyznać, że różnica pomiędzy panelem zarządzania Synology i QNAP jest wyraźna na korzyść tego drugiego.

Co więcej, analizowane przeze mnie urządzenia w cenie do 1400 pln brutto, różniły się nieco potencjałem. Od procesora począwszy (Synology działa w oparciu o dwurdzeniowy procesor Marvel Armada XP – a QNAP, w oparciu o jednordzeniowy procesor ARM Marvel’a, taktowany zegarem 2 GHz.) na terminalach kończąc – (QNAP dysponuje dodatkowo portami eSATA, które znacznie zwiększają jego fukcjonalność – zwłaszcza przy przewalaniu sporych ilości danych czy potencjalnym zwiększaniu zasobów urządzenia.

QNAP jest też (na papierze przynajmniej) urządzeniem bardziej dyskretnym (cichym) co dla mnie jest bardzo istotne z uwagi na lokalizację w sypialni.

 UI: jak cię widzą…

Mój pierwszy kontakt z macierzami Qnap miał miejsce przy okazji lektury jakiegoś artykułu w piśmie CRM. Pamiętam, że moją uwagę zwrócił wówczas dość estetyczny interfejs do zarządzania urządzeniem. Był wyraźnie atrakcyjniejszy od tego, oferowanego wówczas przez Synology.

Nim kupiłem jednak urządzenie, Synology zdążyło dokonać liftingu swojego oprogramowania i obecnie oba rozwiązania są miłe dla oka i równie funkcjonalne.

Całość panelu zarządzania to spora aplikacja webowa działająca w oparciu o Javę. Mimo to jednak działa dość sprawnie i oferuje funkcjonalności nawiązujące do nowoczesnych pulpitów systemów unixo-pochodnych – czyli wiele pulpitów, okna o stylistyce podobnej do interfejsu KDE, górna listwa z obszarem powiadomień itp.

Jest to naturalnie proteza prawdziwego managera okien, ale do większości zadań jest zupełnie wystarczająca. Dla bardziej zaciętych – jest SSH i nieograniczone możliwości tuningu systemu jaki napędza urządzenie.

Jaki system jest na pokładzie TS-221?

Dobre pytanie.
System niechętnie przyznaje się z jakiej dystrybucji wyrósł.

To co wiemy to:

Linux version 3.4.6 (root@NasX86-7) (gcc version 4.2.1) #1 Thu Jun 12

Do niczego więcej, system się nie przyznaje.
Nie jestem przesadnym maniakiem pingwinów, więc nie przeszkadza mi to.
Qnap oferuje własny manager pakietów – QPKG i na moje potrzeby jest to rozwiązanie wystarczające. Cenię sobie urządzenia, które działają – nie potrzebuję wszystkiego na własną modłę. Życie jest za krótkie 🙂

Jest GCC w wersji 4.2.1 dla kochających kompilację od zera, oraz repozytorium gotowych pakietów z popularnymi aplikacjami www  – zarówno z obszaru CMS jak i zarządzania multimediami, firmą bądź prezentowania slajdów. Na moje oko jest znacznie więcej, niż przeciętny adresat urządzenia NAS mógłby oczekiwać.
Qnap daje nam tym samym sygnał, że urządzenie może być naszym małym acz przydatnym serwerem, wnoszącym całkiem sporo funkcjonalności do naszej sieci lokalnej – lub poza nią jeśli taka nasza wola.

Pierwszy start

W sumie, z uwagi na własną niewiedzę, trochę falstart.
Nie miałem wczesniej do czynienia z takimi urządzeniami (czy raczej ze “storagem” w ogóle), stąd oczywiście popełniłem kardynalny błąd sądząc, że można wrzucić weń jeden dysk z braku gotówki – a później dołożyć drugi taki sam i cudownie włączyć replikację do Raid-1.
Oczywiście, że to bzdura. Nie da się. Zatem czeka mnie, po dołożeniu drugiego dysku, zrzutka danych, przygotowanie konfiguracji w trybie RAID-1 i ponowna zrzutka danych na macierz, działającą już w trybie replikacji między dyskami.

Tak czy owak, odpalenie urządzenia z pojedyńczym dyskiem, zaczyna się oczywiście od przygotowania filesystemu, siekanie go na przydziały dla potrzeb systemu operacyjnego oraz zapełnianie domyślnymi aplikacjami. Szcześliwie nie musimy być strategami ani guru w tym zakresie. Możemy zdać się na domyślne usatwienia procesu instalacji – większość rzeczy (prócz trybu pracy dysków) da się modyfikować.

Procedura odpalenia trwa ok. 30 minut z dyskiem 2TB. (w moim przypadku – WD serii Red)
Pierwsze spotrzeżenie?
Urządzenie jest bardzo ciche, a praca pojedyńczego dysku nie wpływa w żaden sposób na temperaturę urządzenia. chłodzenie jest tak wydajne, że zarówno obudowa jak i wnętrze są chłodne jak grobowa krypta.

Moje urządzenie nie posiadało najnowszej, dostępnej wersji oprogramowania i firmware-u, toteż szybko przekonałęm się jak wygląda procedura upgrade-u.

Aktualizacja oprogramowania

Informacja o aktualizacjach pojawia się w webowym interfejsie przy każdym logowaniu.
Proces oczywiście wymaga dostępu do internetu. Sam w sobie jest jednak banalny. Przynajmniej z zasady.

Mnie się jednak zdarzyło, że aktualizacja systemu (o całą wersję  – z 3.6 do 4.1) zakóńczyła się tajemniczym błędem w ostatniej fazie instalacji.
Byłem pewien, że to początek długiego ślęczenia i szukania źródła problemów. Okazało się jednak że manager instalacji wykrył co poszło nie tak i proces podnoszenia się po klęsce był dość łatwy. Ograniczył się o wymuszenia aktualizacji filesystemu, który nie został zmodyfikowany o końca. 2 restarty urządzenia i wszystko wróciło do formy.

Przyjąłem ten fakt z ulgą.

Kolejne aktualizcje – najcześciej, aplikacji serwerowych dostarczających przeróżne funkcjonalności jak zarządzanie zdjęciami czy materiałami video – pojawiają się raz na tydzień lub dwa. Nie są czasochłonne czy problematyczne. Warto je jednak wykonywać – choćby z uwagi na bezpieczeństwo w sytuacji gdy nasze urządzenie jest dostępne przez internet.

Wydajność w praktyce.

Miałem pewne wątpliwości, czy jednordzeniowy procesor podoła zadaniom takim jak transkodowanie video, obsługa baz danych, generowanie miniatur do zdjęć i dostarczanie dostępu do zasobów dyskówych w tym samym czasie.
Szczęśliwie, procesor w TS-221, choć nie jest tytanem wydajności posiada architekturę optymalizującą wykonywanie wiele zadań w tym samym czasie.

Efekt jest taki, że nawet kiedy mamy w kolejce do wygenerowania 10000 miniatur z 20 megapikselowych zdjęć, dostęp do panelu zarządzania czy zasobów dyskowych nastęuje bez zgrzytów.
Można odnieść wrażenie, że bardziej niedomaga chwilami mój domowy router Cisco, niż sam NAS, z którym dodatkowo synchronizowane są dane z kilku komputerów.

Należy jednak wspomnieć, że transkodowanie 6 kilkuminutowych plików mp4 nagranych w rozdzielczości 720p, (po 200-500 MB każdy) trwało ponad pół dnia. Nie jest to zatem tytan kompresji video – ale proces przebiega w tle i dopóki nie czekamy z wypiekami na twarzy na wynik pracy transkodera, całe rozwiązanie sprawdza się poprawnie – również od strony aplikacji www (Multimedia Station), gdzie materiały są odtwarzane strumieniowo.

Kopiowanie plików i synchronizacja danych – w tym z użyciem dedykowanego klienta dla Windows i OSX działa bardzo sprawnie. Same narzędzia do synchronizacji danych są bardzo użyteczne i proste – w sumie nie różnią się znacząco od tego co oferuje w tym zakresie na przykład Dropbox.

Dostęp z urządzeń mobilnych.

Posiadam zarówno telefony z Androidem jak i tablet z iOS, (nie, Windowsa Mobile nie używam 🙂 stąd byłem ciekaw, czy Qnap potraktował obie platformy jednakowo.

Tu niespodzianka. Trochę gorzka – dla użytkowników iOS…
Aplikacja dająca możlwość zarządzania zdalne naszym NAS-em (lub kilkoma, jeśli mamy ich więcej) – Qnap Manager – jest dostępna tylko dla systemu Android.
Wielka szkoda, bo jest to dobre narzędzie, z poziomu którego sprawdzimy nie tylko wszystkie parametry pracy urządzenia, ustalimy listę zadań do pobierania czy zrestartujemy urządzenie.
Możemy go używać zarówno w sieci lokalnej jaki i zdalnie – z internetu.

Użytkownicy iOS muszą się zadowolić prostszą aplikacją: Qfile HD, która wprawdzie umożliwia swobodny dostęp do danych, przeglądanie video, zdjęć czy  odsłuch muzyki, jednak zarządzenie NAS-em czy kontrola parametrów pracy nie jest tu możliwe. Ta sama apliakcja jest też dla Androida, gdzie dodatkowo mamy też aplikację QMusic do strumieniowego odtwarzania muzyki. Nie urywa głowy ale bywa że się przydaje jeśli mamy spore zasoby muzyki. Działa stabilnie i spełnia swoją rolę.

Reasumując dostęp zdalny w urządzaniach Qnap jest bez większych uchybień.
Możemy zapuszczać ściąganie torrentów, pobierać materiały video z serwisów takich jak YouTube czy Vimeo. Streaming audio i video działa bez problemu. Transfer danych do urządzenia jest  łatwy i stabilny.

Brakuje jedynie jakiegoś prostego rozwiązania do backupu urządzeń bezpośrednio do NAS-a czy ustawienia naszej własnej chmury jako domyślnego miejsca synchronizacji danych – jak ma to miejsce w przypadku iCloud czy Dropbox.

Podsumowanie: Co jest dobre ?

1. Na pewno łatwe zarządzanie urządzeniem. Estetyczne UI oraz zestaw intuicyjnie zorganizowanych narzędzi to atut Qnapa.

2. Dopracowana budowa urządzenia. Obudowa jest estetyczna, zapewnia dobrą wentylację. Łatwo jest ją urzymać w czystości i wygląda doskonale nawet w otoczeniu sprzętu audio-video. Dobrze zaprojektwane są też ramki dysków – ruszają się precyzyjnie, wyjmują się bez kłopotu.

3. Poziom hałasu – urządzenie ledwie słuchać. Nie bez znaczenia jest też pewnie dysk jaki wybrałem – WD Red to jedna z najlepszych konstrukcji obecnie. Wentylacja oparta o cyrkulację powietrza od frontu i częściowo – z bocznej ściany, sprawdza się doskonale. U mnie, urządzenie bez przerwy jest chłodne. Wentylator pracuje na niskich obrotach… Raczej nie więcej niż 800 obr. /min . (czysto szacunkowo…)

4. Interfejs eSATA. Nie jest wcale standardem w tego typu urządzeniach. WIele daje zwłaszcza kiedy mamy kilka zewnętrznych dysków, które co jakiś czas trzeba “oczyścić” z danych czy zapewnić ich kopię.

5. Przyzwoite wsparcie w postaci licznej rzeszy użytkowników.
To nie fikcja. Wsparcie producenta jest ważne , jednak to społeczność użytkowników częściej pomoże wam rozwiązać problemy z uwagi na liczbę ludzi, jacy bywają na forach. Jest wiele nowych, ciekawych urządzeń jak choćby Lenovo. Nie znam jednak póki co nikogo kto miałby z nimi jakiekolwiek doświadzczenie. Qnap nie jest tak egzotyczny.

6. Zgodność z DLNA, serwer TwonkyMedia.
Możliwość odtwarzania filmów na PS3 czy nowoczesnym telewizorze – wprost z NAS-a jest niespodziewanie całkiem użyteczne.

Co bym zmienił ?

1. Wydajność procesora w zastosowaniach “multimedialnych”.
Kodowanie strumieni video to poważne wyzwanie nawet dla komputerów desktopowych. TS-221 na tym polu nie szokuje wydajnością. Radzi sobie ale trochę to trwa…

2. Narzędzia dla urządzeń mobilnych z iOS.
Niby niewielka wada – jak dla mnie – ale czułbym się komfortowo gdyby na obu platformach narzędzia były podobne. Brakuje też łatwiejszego sposobu na synchronizację biblioteki zdjęć i innych danych z prywatną chmurą.

3. Zarządzanie energią.
Mam wrażenie, że mój NAS jest non-stop zajęty, albo nie może usnąć kiedy jest nieużywany. Zatrzymanie dysku chyba jeszcze u mnie nie wystąpiło – co może być następstwem usług jakie na nim działają. Opcje oszczędzania oczywiście są – jednak przy tak złożonym środowisku, najwyraźniej brak aktywności jest niemożliwy lub nie zadbano o mechanizmy ograniczenia wykorzystania dysku. Należy jednak dodać, że pobór mocy urządzenia nie jest wysoki  – max. 16W, minimalnie 8W…

Czy jestem zadowolony?

Zdecydowanie tak. 

Trudno jest się zachwycać małym pudełkiem do składowania danych. Muszę jednak przyznać, że zaspokaja więcej potrzeb niż oczekiwałem, działa sprawnie i daje poczucie bezpieczeństwa danych. To wystarczy aby czuć satysfakcję z zakupu. Tym bardziej, że udało mi się trafić na prawdziwą, cenową okazję.

Można spokojnie polecić urządzenia tej serii, ponieważ oprogramowanie jest dopracowane, a sprzęt jest solidny i o przemyślanej konstrukcji.
Przęciętny nerd, pewnie by się czepiał , że nie taki system, albo za mało ramu itp…

Ja szukałem urządzenia do bezpiecznego składowania zdjęć i materiałów do codziennej pracy. Urządzenie nie zmusza mnie do nadmiaru wysiłku przy zarządzaniu i to jest dla mnie atut.

Pytania? Zapraszam.  Będę w stanie – to na pewno odpowiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *